Nowotwór zabiera mi marzenia – potrzebuję Waszej pomocy, by żyć i być… mężem i tatą.
Mam na imię Paweł i mam 39 lat. Jeszcze niedawno wierzyłem, że życie wreszcie zaczyna się układać. Niestety, po raz kolejny na mojej drodze stanął przeciwnik, z którym już raz wygrałem – nowotwór.
Moja historia choroby i pierwsza walka z nowotworem
Moja historia zaczęła się w grudniu 2022 roku. Wtedy wykryto u mnie nowotwór złośliwy. Guz został wycięty, a lekarze uznali, że nie ma potrzeby stosowania chemioterapii. Chodziłem na kontrole i próbowałem wrócić do normalności. W życiu prywatnym nie było łatwo – przeszedłem przez rozwód. Podłamałem się psychicznie, myślałem bowiem, że wszystko się rozsypało i nie widziałem już dla siebie nadziei na szczęście...
Nowa rodzina, nowe życie i ponowna diagnoza
... ale później wydarzyło się coś pięknego – pojawiła się w moim życiu miłość i radość, które dały mi nowe siły i sens. Wierzyłem, że los się odwrócił - Marta i jej synek stali się dla mnie prawdziwym wsparciem i powodem do uśmiechu każdego dnia. W lipcu 2025 roku pobraliśmy się, a w sierpniu usłyszałem coś, czego nikt nigdy nie chce usłyszeć: wznowa nowotworu.

Praca, pasje i walka o codzienność
Zawsze byłem człowiekiem pracowitym i samodzielnym. Od wielu lat pracuję w chrześcijańskim wydawnictwie Znaki Czasu. Dorabiałem także w osiedlowym sklepie spożywczym, a moją pasją jest hodowla pszczół i sprzedaż własnego miodu. Niedawno zacząłem budować stolarnię. Zawsze starałem się radzić sobie sam, nigdy nie bałem się pracy. Teraz jednak choroba odebrała mi siły i możliwość zarobkowania. Jestem na zwolnieniu lekarskim, a koszty życia i leczenia zaczynają mnie przerastać.
- Paweł przez pewien czas korzystał z terapii alternatywnej, co wiązało się w wysokimi kosztami. Ostatnio otrzymał wynik rezonansu, który pokazał, że guz niestety powiększył się o 30%. Po przeprowadzonych konsultacjach z onkologiem będzie kwalifikowany na chemioterapię.
.jpeg)
Trudna sytuacja rodzinna i finansowa
Moja żona obecnie także nie może pracować ze względów zdrowotnych. Utrzymujemy się tylko z zasiłku chorobowego, a przecież jest nas troje – ja, moja ukochana żona i nasz synek. Oni są całym moim światem i największą motywacją.
Nie wiem, ile dokładnie potrwa moja droga do zdrowia, ale wiem jedno: chcę żyć. Chcę być mężem i ojcem, chcę powiększyć naszą rodzinę, chcę pracować i spełniać marzenia.
Każda pomoc – wpłata, udostępnienie, dobre słowo – przybliża mnie do wygranej. Jeśli zechcesz towarzyszyć mi w tej walce, będę wdzięczny z całego serca.
Jak można pomóc Pawłowi Stolarskiemu
Jeśli zechcesz pomóc Pawłowi, wpłaty można kierować na konto:
Chrześcijańska Służba Charytatywna
ul. Foksal 8, 00-366 Warszawa
Numer konta: 54 1240 1994 1111 0010 3162 7042
Tytuł przelewu: „Pomoc Paweł Stolarski”Możesz także skorzystać z szybkich płatności PayU / BLIK dostępnych na stronie projektu Bądź Solidarny w Potrzebie (w tytule wpisz koniecznie Pomoc Paweł Stolarski).
Aktualności z leczenia Pawła Stolarskiego:
W sierpniu 2025 roku podjąłem się kuracji alternatywnej, której celem było wzmocnienie, odżywienie i oczyszczenie organizmu, a docelowo – pozbycie się raka. Trzymałem się wytycznych i robiłem wszystko, co mogłem oraz tak dobrze, jak potrafiłem. Po dwóch miesiącach wykonałem rezonans magnetyczny, który pokazał, że zmiana powiększyła się o 30%.
Po konsultacji z kilkoma onkologami podjęliśmy trudną dla mnie decyzję o rozpoczęciu chemioterapii. Jednym ze skutków ubocznych, który powstrzymywał mnie przed tym krokiem, jest ryzyko pogorszenia słuchu lub jego utraty. Ponieważ w mojej rodzinie występują poważne wady słuchu, obawy dotyczące tej sfery życia były dla mnie bardzo duże. Skutków ubocznych jest oczywiście więcej, dlatego decyzja nie była łatwa. Jednak przychodzi taki moment, w którym trzeba podjąć ryzyko mimo potencjalnych trudności.
Od 17 listopada rozpocząłem chemioterapię dzienną i – jeśli wszystko dobrze pójdzie – zakończę ją w połowie stycznia 2026 roku. Zaplanowane są trzy trzytygodniowe cykle, a w każdym z nich przewidziano siedem wlewów. Jestem po szóstym wlewie i na ten moment, dzięki Bogu, jedyne, czego doświadczyłem w ostatnim tygodniu, to ogromne zmęczenie, dużo snu oraz dwa dni uporczywej, niepokojącej czkawki.
Moja żona wozi mnie codziennie na chemię i czeka, aż skończę wlew. Same dojazdy zajmują nam około trzech godzin dziennie. To męczące, ale najważniejsze jest to, że w tych trudnych chwilach trzymamy się razem i wzajemnie wspieramy. W poniedziałek otrzymam kolejny wlew, a za półtora tygodnia zaczynam nowy cykl. Moim głównym zadaniem jest nie dopuścić do żadnego przeziębienia, tak aby chemioterapia mogła odbywać się zgodnie z planem. Im dłuższe przerwy, tym mniejsza jej skuteczność.
Chemioterapia jest tylko jednym z etapów na drodze do zdrowienia. Najprawdopodobniej czeka mnie jeszcze operacja – ostateczna decyzja zapadnie po zakończeniu wlewów. Potem pozostanie etap oczyszczania organizmu z komórek, które mogłyby prowadzić do wznowy choroby.
Dziękuję wszystkim za okazywane wsparcie - nie tylko wpłaty , ale również zainteresowanie, troske i podnoszące na duchu słowa.




